3 lip 2017

Rozdział osiemnasty

MAYA

Minęły dwa dni odkąd opowiedziałam Michaelowi swoją historię. Czuję się okropnie, bo od tamtej pory się nie odzywał. Domyślam się, że to mogło nim trochę wstrząsnąć, ale chciałabym by się odezwał. Potrzebuję czyjegoś wsparcia. Mam Alex i chłopaków, to prawda, ale liczyłam, że tym wsparciem może okazać się również Hayboeck. Nawet nie wiem czy wrócił już do skoków, czy nadal jest w Szwajcarii. Kraft odwiedza Alex, ale Michaela nie widziałam. Rozmowa z przyjaciółką również bardzo dużo mi dała. Żałowałam tylko, że nie możemy być w jednej sali, ale szpital to nie koncert życzeń. Cieszyłam się, że powoli dochodzimy do siebie, bo przecież nigdy bym sobie nie wybaczyła, gdyby coś jej się stało.
– Witam, jak się Pani czuje? – do sali, w której leżę, wchodzi lekarz z dokumentami w ręce. Nie lubię lekarzy. A tego już w szczególności. Zawsze poważny ton, zero uśmiechu.
– Całkiem dobrze – odpowiadam zgodnie z prawdą. – Ile tutaj jeszcze zostanę?
– Pani Mayu cierpliwości. Dwa dni temu odzyskała Pani przytomność, musimy jeszcze Panią poobserwować.
– Rozumiem, ale.. ja naprawdę się dobrze czuję – spoglądam na mężczyznę, który uważnie coś zapisuje i zaczynam bawić się rogiem kołdry.
– Wierzę Pani, ale obserwacja jest konieczna. Na razie proszę odpoczywać. Po południu zrobimy kolejne badania – skinięciem głowy żegna się ze mną i szybko wychodzi z pomieszczenia.
Opadam głową na poduszkę i zaczynam wpatrywać się w sufit. Nie chcę tu już być. Równie dobrze mogę odpoczywać w domu. Albo u rodziców. Wczoraj nawet wspominali, że powinnam trochę z nimi pomieszkać, ale przecież nie zostawię Alex samej. Mam nadzieję, że jakoś w podobnym czasie wrócimy do domu. Nigdy nie sądziłam, że o tym pomyślę, ale naprawdę brakuje mi Michaela. Chociaż wydawał się całkiem innym chłopakiem. A kiedy przyszło zmierzyć się z moją niełatwą historią, zachował się jak każdy inny. Stchórzył i to boli mnie najbardziej.
– Cześć Kochanie – moje rozmyślanie przerwał cichy głos mamy, która pojawiła się właśnie w drzwiach mojej sali. – Jak się czujesz?
– Dobrze mamo, ale chcę już do domu. Nudzi mi się tutaj – podnoszę się do pozycji siedzącej.
– Skarbie, musimy być pewni, że już nic Ci nie dolega.. – kobieta poprawia kołdrę na moim łóżku, a potem siada przy mnie. – Obiecuję Ci, że nie zostaniesz tutaj dłużej, niż to będzie konieczne.
– Mogę przynajmniej pójść do Alex?
– Z tego co wiem, to Alex właśnie szykuje się do wyjścia, pewnie wpadnie do Ciebie niedługo – świetnie, czyli wygląda na to, że tylko ja zostanę tutaj do końca życia.
Chwilę rozmawiam z mamą, ale mój humor nie jest zbyt odpowiedni na dłuższe dyskusje. Nie chcę jej powiedzieć o Michaelu, bo tak naprawdę nic o nim nie wie. I co? Nagle wyjdę z tematem, że opowiedziałam mu wszystko, a on okazał się taki sam jak wszyscy? W sumie.. czego ja się spodziewałam? Facet to facet. Oni z reguły okazują się tchórzami i uciekają w najmniej odpowiednim momencie. No może z wyjątkiem Andiego i Pascala. Na nich mogę zawsze liczyć. Są prawdziwymi przyjaciółmi. Kiedy mama zaczyna się zbierać do sali niepodziewanie wchodzi Hayboeck.
– Dzień dobry.. – mówi trochę zmieszany widokiem mojej rodzicielki. – Przepraszam, może przyjdę później.
– Nie, nie. Niech Pan wejdzie, ja już wychodzę. Trzymaj się Skarbie – kobieta uśmiecha się do mnie i zabierając swoje rzeczy, wychodzi. Ja natomiast odwracam głowę w drugim kierunku, nie chcąc spotkać się ze wzrokiem skoczka.
– Maya.. chciałem się pożegnać. Dziś wyjeżdżamy, bo niedługo kolejny konkurs. Przepraszam, że tak wyszło. Przepraszam, że nie przychodziłem, nie odzywałem się, ale.. musiałem to trochę przemyśleć. Chciałbym Ci powiedzieć, że..
– Nie – przerywam mu, znajdując w sobie odwagę, żeby spojrzeć mu w oczy.  – Nie oczekuję żadnych deklaracji od Ciebie. Szczególnie od Ciebie, rozumiesz?
– Tak, rozumiem.. – skinął głową i zbliża się do mojego łóżka.
– Opowiedziałam Ci to wszystko, bo Ci ufałam. Potrzebowałam Cię. Myślałam, że jesteś inny..
– Jedyne co mogę powiedzieć to przepraszam. Mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy – nie patrząc na niego, czuję, że podchodzi bliżej. Nachyla się nade mną i składa na moim czole pocałunek. Dobrze, że siedzę, bo pewnie ugięłyby się pode mną nogi. Ale nie potrafię inaczej, nie mogę mu tego na razie wybaczyć. Może kiedyś, ale nie teraz.. 


ALEXANDRA

W dniu, w którym wychodzę ze szpitala, znów odwiedza mnie Stefan. Cieszę się, że razem z Michaelem przyjechali do Szwajcarii. Pewnie nie zdają sobie z tego sprawy, ale ich obecność bardzo nam pomaga.
– Odwieźć cię do domu? – pyta, przyglądając się jak pakuję do torby ostatnie rzeczy. – Czy przyjedzie po ciebie Pascal?
Nie wiem dlaczego, ale imię mojego przyjaciela, w ustach Krafta brzmi bardzo dziwnie. Mam też wrażenie, że go nie polubił. Nie pytałam nigdy czy tak jest, ale tak mi się wydaje…
– Nie lubisz go? – pytam, na co brunet patrzy na mnie zdziwiony. – Odnoszę takie wrażenie…
– Nie, no co ty – odpowiada i posyła mi uśmiech. – Nie znamy się za dobrze… Wiem, że już kiedyś o to pytałem, ale… jest coś między wami? – pyta, a ja się śmieję. Jakim szaleńcem trzeba być, żeby pomyśleć, że mnie i Pascala łączy coś więcej.
– Pascal jest dla mnie jak brat. Jego rodzice są dla mnie jak rodzina… spędzamy święta razem i w ogóle. No wiesz… on najlepiej mnie rozumie… pomaga mi, wspiera kiedy mam dołki. Pomógł mi się otrząsnąć po śmierci rodziców… Andi też pomaga, ale… nie wiem, z nim nie dogaduję się tak dobrze. Pascal jest jak starszy brat, który nigdy nie pozwoli mnie skrzywdzić.
– To dobrze – mówi, a kiedy już chcę spytać o co mu chodzi, szybko dodaje: – To jak? Jedziesz ze mną?
– Jasne – uśmiecham się. – Chciałabym jeszcze zajść do Mayki…
– No pewnie, prowadź – mówi, biorąc moją torbę. Zarzuca ją na swoje ramię i wskazuje na drzwi. – Trochę mi głupio, że jeszcze jej nie odwiedziłem, ale strasznie się o ciebie bałem, wiesz? Wystraszyłaś mnie.
– Cieszę się, że przyjechałeś – uśmiecham się i zerkam na bruneta. Z każdym dniem jest coraz gorzej… Coraz częściej łapię się na przyglądaniu mu się w całkowicie normalnych sytuacjach, czuję jak moje serce przyśpiesza, a gdy tylko mnie dotyka, kolana mi miękną. To dość dziwne, ale też przyjemne uczucie. Jeszcze nigdy się tak nie czułam, więc nie bardzo wiem jak się zachowywać w jego towarzystwie. Jestem dużo bardziej otwarta niż na początku, z czego jestem ogromnie zadowolona.
– Zrobiłbym to wcześniej, ale nie mogłem opuścić zawodów. Nasz trener, mimo że jest miły, ma pewne zasady i nikomu nie wolno ich łamać – mówi i patrzy na mnie z troską, kiedy idę obok niego o kulach. – Ty to masz pecha – wzdycha. – Najpierw noga, potem to jezioro…
– A jeszcze wcześniej twoje narty – chichoczę. – Chodź.
Wchodzimy do sali i pierwsze co widzę to odwróconą do okna postać przyjaciółki. Mam złe przeczucie, ale nie chcę martwić Stefana. Podchodzimy do jej łóżka, a ja siadam na krzesełko. Dopiero teraz blondynka się do nas odwraca. Widząc Krafta, uśmiecha się niemal niezauważalnie.
– Jak się trzymasz? – pyta brunet, na co Maya wzrusza ramionami.
– Już jest trochę lepiej – odpowiada cicho. Od razu dostrzegam, że coś jest nie tak. Mimo, że Maya na ogół jest nieśmiała i cicha, coś zdecydowanie jest nie tak. Patrzę na nią niepewnie, a kiedy blondynka dostrzega mój wzrok, uśmiecha się. – Wychodzisz już? – pyta, dostrzegając, że jestem przebrana i gotowa do wyjścia.
– Stefan mnie odwiezie do domu – mówię i wskazuję na towarzysza. – Był u ciebie Michael?
– Przyszedł się pożegnać – odpowiada i od razu wiem, że jej zły humor jest spowodowany przez właśnie Hayboecka. – Wracacie już? – pyta Krafta.
– Wieczorem, drogi będą puste i szybciej będziemy na miejscu – odpowiada. – Kuruj się, Maya i błagam, nie wpadajcie już na takie pomysły, bo na zawał zejdziemy z Michim. 

***
Hej! ;)
Dzisiaj przychodzimy do Was z rozdziałem osiemnastym. Nie wiem jak Wam, ale mi nie podoba się zachowanie Mayki, no ale to nie moja postać :P Za to z mojej Alex jestem ogromnie dumna (skromna Angela :D)! A Wy co myślicie? Koniecznie zostawcie opinie w komentarzach, na których niedobór ostatnio cierpimy. Nie lubicie już nas? :(
Pozdrawiamy, Skokomaniaczka i Black Angel