19 cze 2017

Rozdział szesnasty

MAYA

– Jesteś potworem.. – mruczę, kiedy Alex z samego rana mnie budzi. – Ja mam dziś na później!
– No wiem! Ale ja chciałam się przejść nad to jezioro – jęczy i ściąga ze mnie kołdrę. – Pogadamy, zażyjemy świeżego powietrza..
– Chce mi się spać.. – chowam głowę pod poduszkę.
– Oj, no fajna pogoda jest. Trochę zimno, ale piękne słonko świeci. Chodź..
– Nie odczepisz się, prawda? – siadam na łóżku i patrzę na przyjaciółkę.
– Prawda. Czekam w kuchni. Wstawaj! – Alex wychodzi, a ja kładę się z powrotem i naciągam na siebie kołdrę. – Wszystko widzę. Masz dwie minuty! – ponownie pojawia się w drzwiach mojego pokoju.
Podnosząc się z łóżka, wiem, że tylko kawa może mi pomóc. Po szybkiej porannej toalecie i ogarnięciu swojego stroju wchodzę do kuchni. Alex czeka już z kawą w naszych kubkach termicznych i jest całkiem gotowa do wyjścia. Nie jestem zbyt bardzo głodna, więc od razu narzucam na siebie kurtkę, zakładam buty i okręcając się porządnie szalikiem wychodzimy z domu. Na zewnątrz jest dość zimno, więc zakładam także czapkę na głowę i podążamy w stronę jeziora. Sihlsee leży prawie na końcu miasta, więc czeka nas dłuższy spacer. Ale skoro Alex z tą nogą się wybiera, to znaczy, że nie jest z nią tak źle. Po dotarciu na miejsce siadamy na jednej z ławek blisko brzegu i zaczynamy pić wcześniej przygotowaną kawę.
– Widzisz, jak miło jest wypić gorącą kawkę w fajnym miejscu – uśmiecha się Alex, a ja jedynie robię niezbyt wyraźną minę.
– Tak.. ósma rano, a ja zamiast w łóżku, jestem nad jeziorem. W dodatku to słońce świeci mi po oczach – odwracam głowę i widzę paru biegaczy. No tak.. to odpowiednia pora dla nich, a nie dla mnie.
– Ale marudzisz, no zobacz jak jest ładnie. A na słońce trzeba było wziąć okulary – chwilę siedzimy w ciszy, a potem, kiedy Alex spogląda na moją zamyśloną minę, postanawiam się odezwać.
– Wiesz.. Michael chyba chciałby przyjechać tu do nas.
– Do nas? Chyba do Ciebie – Alex upija łyk kawy. – Maya, bronisz się przed kontaktem z nim rękami i nogami, a to zupełnie niepotrzebne.
– Wiem, Michael to świetny facet, ale wiesz, że się boję. Boję się, że będzie jak wtedy.. – spuszczam wzrok, na co Alex kładzie rękę na moim ramieniu.
– Nie będzie. Michi nie jest taki. A jeśli coś by było nie tak to wiedz, że skopię mu tyłek. A Andi i Pascal mi pomogą! – uśmiecha się. – Otwórz się.. spróbuj.
– Spróbuję. Chociaż teraz to pewnie długo się nie zobaczymy – mówię i spoglądam na jezioro, które w całości jest pokryte lodem.
– Ale możecie dzwonić, pisać do siebie. Jakiś tam kontakt zawsze będziecie mieć.
Alex obejmuje mnie ramieniem i delikatnie przytula do siebie. Potem odsuwam się od niej i upijam kolejny łyk kawy. Trochę myślę o tym, co było i o tym, co może być. Może faktycznie powinnam bardziej się otworzyć. W końcu nie wszyscy są tacy sami. A już na pewno nie Michael. Zostawiając kawę na ławce wstaję i podchodzę do samego brzegu jeziora. Jest naprawdę dokładnie pokryte lodem. Odwracam się do Alex i z uśmiechem pytam, czy ma ochotę się poślizgać. Przyjaciółka puka się palcem w czoło i kręci głową.
– Ja spróbuję! – krzyczę w kierunku blondynki.
– Maya, nie wchodź tam! Przecież możesz wpaść – Alex podnosi się z ławki.
– Oj, daj spokój, przecież nic mi się nie stanie – stawiam obie nogi na oblodzonym jeziorze i jedyne co słyszę to dźwięk pękającego lodu, a potem już tylko zimno.. 



ALEXANDRA

Kiedy załamuje się lód pod Mayą, czas jakby zwalnia. Wszystko dzieje się tak wolno, ale nie mam na co czekać. Nie mogę na to pozwolić. Bezzwłocznie podchodzę bliżej, odrzucając kule na bok. Wyciągam ręce do przyjaciółki, ale kiedy tylko mnie chwyta, tracę równowagę. Kiedy wpadam do wody, czuję okropne zimno. Każda komórka moje ciała zamarza, ale to nie ma teraz znaczenia. Obejmuję Mayę, która przecież nie potrafi pływać. Z całych sił staram się wyjść, ale lód załamuje się coraz dalej i dalej. Coraz ciężej oddycham i jestem bliska poddaniu się, ale tu już nie chodzi o mnie. Muszę uratować przyjaciółkę. Rozglądam się, mając nadzieję, że ktoś będzie tędy przebiegał i nas dostrzeże. Widzę nawet jakąś dziewczynę, ale ona odbiega, kiedy widzi, że coś się stało. Nienawidzę takich ludzi. Zaraz się rozpłaczę, czuję, że nie mam już siły. Wtedy… widzę nasz ratunek. On się nie odwróci. Jestem pewna.
– Tobias! – krzyczę w stronę biegającego skoczka. Birchler od razu odwraca się, mimo że przez zimno i wodę nie mogę zbyt głośno krzyczeć. Patrzy z przerażeniem i podbiega do nas. Bierze do ręki kawałek dość grubej gałęzi i każe mi ją złapać, ale nie mogę. Muszę być pewna, że Maya się stąd wydostanie i będzie wszystko w porządku.
– Dzwonię po karetkę – mówi, kiedy obie jesteśmy już na lądzie. Brunet ściąga z siebie kurtkę i podaje nam ją. Nie jest zbyt ogrzewająca, ale lepsze to niż nic.
Kiedy znajdujemy się już w szpitalu, robią nam różne badania. Ja jedynie myślę o Mayce, nie może się jej nic poważnego stać… Ignoruję nawet duszności i ból w klatce piersiowej. Pewnie nabawiłam się zapalenia płuc, ale to nie ma teraz znaczenia.
Dostałam nowy gips, jako że poprzedni nie nadawał się już do niczego, po tym jak wpadłam do jeziora. Potem zabrali mnie na prześwietlenie płuc, a kiedy leżę już na szpitalnym oddziale ratunkowym, zastanawiam się nad tym co się wydarzyło. Pewnie niedługo zabiorą mnie na oddział chorób wewnętrznym. Nie będzie to mój pierwszy raz tam… Już kiedyś tam była i nie mam zbyt dobrych wspomnień.
Kiedy dostaję kroplówkę, zaczynam myśleć o  rodzicach. Nienawidzę szpitali właśnie przez nich i wypadek, w którym zginęli. Wypadek, który przeżyłam.
– Alex? – słyszę głos Pascala i podnoszę wzrok. Musiałam za bardzo pogrążyć się w myślach, bo nie dostrzegłam momentu, w którym odwiedzili mnie przyjaciele. – Co się stało? Tobias zadzwonił, że jesteście w szpitalu. Co on z wami robił? W ogóle co się stało?
– Gdzie Maya? – pyta Andreas.
– Po kolei – mówię. – Byłyśmy nad jeziorem i Maya weszła na lód. Chciałam jej pomóc, ale… też wpadałam. Całe szczęście biegł Tobi, gdyby nie on… nie wiem co by było – spuszczam wzrok. Wiem, że to moja wina. Nic by się nie wydarzyło, gdybym jej tak nie wyciągała z domu. Mogłyśmy spędzić czas przed telewizorem, ale nie… zachciało mi się widoczków. – Maya jest na OIOMie i nic więcej nie wiem – mówię ze smutkiem i zaczynam bawić się swoimi zimnymi palcami. Oddycha mi się strasznie ciężko i co chwilę kaszlę, czując przy tym potworny ból.
– To nie twoja wina – mówi Kaelin i kuca przy moim łóżku. – Z Mayą wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
– Nie mogę jej stracić – szepczę, czując, że jestem coraz bliżej płaczu. – Nie chcę znów przezywać tego samego…
– Będzie dobrze, zobaczysz – pociesza mnie Schuler, a ja nie umiem w to uwierzyć. Boję się o Mayę i wiem, że to wszystko moja wina.


***
Hej wszystkim! ;*
Dzisiaj przychodzimy do Was z szesnastym już rozdziałem i mamy wielką nadzieję, że Wam się spodoba. Pewnie się nam dostanie za to co tu się stało, ale bywa :D Jak zwykle prosimy o Wasze opinie na temat tego tu! ;)
Pozdrawiamy, Skokomaniaczka i Black Angel

6 komentarzy:

  1. Co tu się stanęło??? 😀😀
    Żeby ona żyła!!!
    A tak poza tym, cudowny rozdział. ❤️
    Czekam na następny.
    Buziaki. 😘💋

    OdpowiedzUsuń
  2. Co tu się stanęło? Mam nadzieję,że przeżyje. Rozdział super i czekam na następny. Pozdrawiam 😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem!
    Kochane... co wy tu wyczyniacie, co? Ja przeżywam zawał. Naprawdę. Nie spodziewałam się takiego rozdziału, który poniekąd jest bardzo dobry, ale też i nieźle mnie wystraszył.
    Co z Mayą? Nic jej nie będzie, prawda? Kurde, nie może jej się coś stać!
    W ogóle "Boję się, że będzie jak wtedy", nie rozumiem trochę tych słów. Mam w głowie od razu jakieś dziwne przypuszczenia, co mogło się kiedyś wydarzyć w jej życiu, że ma takie nastawienie do facetów, ale wolałabym, żeby jednak to nie była prawda.
    Coraz więcej komplikujecie. Nieładnie, nieładne... Zaczynam się poważnie martwić o dziewczyny, bo coś czuję, że obie kiedyś sporo przeszły, dlatego też tak razem się trzymają, że mają jakieś tajemnice.
    Weny, buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam ponownie...

    Tutaj nie będzie już buziaczków...

    Co Wyście tu wyczyniły... Ciekawe kogo to pomysł?... Czyżby Ada naprawdę miała "dołka pisarskiego" i chciała porzucić to opowiadanie, uśmiercając tym samym Mayę i zostawiając Angelikę samą?...
    Wcale mi się to nie podoba! Mam nadzieję, że Michael przyjedzie i samą swoją obecnością sprawi, że dziewczyna wróci do zdrowia...
    Nie no... co Wy najlepszego zrobiłyście :( No żeby wchodzić na lód... Co Maya miała w głowie! A Alex nie lepsza... wskoczyła za nią... Bogu niech będą dzięki, że Tobias akurat tamtędy przechodził... Bo nie wiem co by było...
    Jestem bardzo zła na Was :(

    Zawiedziona Madziusa

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj powinno Wam się dostać, zdecydowanie :P Ale tym razem okaże moje dobre serce i wstrzymam karę z nadzieją, że okaże się, że z Mayą nie stanie się coś baaardzo tragicznego :D
    Także czekam na kolejny rozdział :P
    Weny ❤️

    OdpowiedzUsuń
  6. CZY JA MAM WAS POZABIJAĆ, CZY CO
    nie wypowiem się, dopóki z obiema nie będzie dobrze :( *foch*

    OdpowiedzUsuń